W krajobrazie dawnego Wołowa (Wohlau) istniały budynki, które choć nie posiadały metryki sięgającej średniowiecza jak zamek czy ratusz, stanowiły o nowoczesnej tożsamości miasta. Jednym z najważniejszych adresów na mapie intelektualnej powiatu była bez wątpienia kamienica przy dawnej Siegesstraße 3 (dzisiejsza ulica Zwycięstwa). To tutaj, za fasadą zdobioną reprezentacyjnym wykurzem, przez dekady biło serce informacyjne północnego Dolnego Śląska, kształtując opinie, dokumentując codzienność i budując lokalną wspólnotę.
Gdy przyjrzymy się archiwalnym fotografiom dawnej Siegesstraße, kamienica pod numerem 3 natychmiast wyróżnia się swoją elegancją i funkcjonalnością. Nie był to budynek przypadkowy jego bogato zdobiona elewacja, reprezentacyjny wykusz oraz wielkie witryny parteru świadczyły o statusie właścicieli i randze prowadzonego tam biznesu. Napisy na fasadzie: „Schlesische Dorfzeitung” oraz „Mein Heimatblatt” nie były jedynie szyldami reklamowymi; stanowiły deklarację misji wydawniczej. Budynek ten był prawdziwą „fabryką wiedzy”, z której wypływały tysiące egzemplarzy gazet docierających do najdalszych zakątków powiatu - od Ścinawy, przez Wińsko i Chobienię, aż po Brzeg Dolny i Uraz. W jego wnętrzach dyskutowano o wielkiej polityce Berlina, relacjonowano przebieg wojen i z aptekarską precyzją opisywano lokalne jarmarki czy wypadki, czyniąc z tego miejsca centrum życia społecznego.
Początki tej fascynującej historii sięgają pierwszej połowy XIX wieku, kiedy Europa przeżywała gwałtowną rewolucję komunikacyjną. W Wołowie inicjatorem zmian nie był jednak drukarz, lecz wysoki urzędnik - królewski dyrektor sądu ziemskiego i miejskiego, Kunowski. Dostrzegł on, że w nowoczesnym państwie pruskim administracja i obywatele potrzebują sprawnego kanału przepływu informacji. Efektem jego starań było ukazanie się 31 grudnia 1836 roku pierwszego numeru „Schlesischer Kreisbote” (Śląskiego Gońca Powiatowego). Gazeta, początkowo drukowana w zakładzie H. Doencha, szybko zyskała na popularności, ewoluując z tygodnika w pismo ukazujące się dwa razy w tygodniu, co w ówczesnych realiach było wyraźnym sygnałem ogromnego głodu wiedzy wśród mieszkańców regionu.
Najbardziej burzliwy rozdział w dziejach wołowskiej prasy zapisały lata 1848–1849. W dobie Wiosny Ludów „Schlesischer Kreisbote” przestał być jedynie biuletynem urzędowym, a stał się odważnym organem środowisk domagających się reform i wolności słowa. Za tę niezależność redakcja zapłaciła wysoką cenę - pruska administracja odebrała pismu charakter urzędowy, a w 1850 roku zakazała jego kolportażu drogą pocztową, co było próbą finansowego zdławienia tytułu. Równolegle w Wołowie narodził się fenomen satyryczny - pismo „Die Fackel” (Pochodnia), drukowane przez A. Leuckarda. Tytuł ten, symbolizujący oświecenie i prawdę, wykorzystywał ironię i humor do walki z cenzurą, udowadniając, że prowincjonalny Wołów aktywnie uczestniczył w europejskim wrzeniu ideologicznym tamtej epoki.
Prawdziwy rozkwit i profesjonalizacja przedsięwzięcia nadeszły 15 czerwca 1884 roku, kiedy to wydawnictwo przejął dr phil. Ferdinand Triepel-Schulze. Pod zarządem rodziny Triepelów, zwłaszcza Waltera Triepela, kamienica przy Siegesstraße 3 stała się nowoczesnym kombajnem medialnym. Nakład gazety, przemianowanej w 1878 roku na „Schlesische Dorfzeitung” (Śląską Gazetę Wiejską), wzrósł z kilkuset do ponad 3000 egzemplarzy w 1928 roku. Triepelowie uczynili z Wołowa ośrodek naukowy - drukowano tu nie tylko prasę, ale i rozprawy doktorskie, publikacje historyczne oraz cenioną do dziś serię regionalną „Heimatblätter des Kreises Wohlau”. Kamienica stała się miejscem, gdzie spotykali się pastorzy, nauczyciele i regionaliści, wspólnie dokumentując codzienność i tożsamość ziemi wołowskiej.
Kres świetności tego miejsca przyniósł rok 1945, choć już I wojna światowa odcisnęła na łamach gazet bolesne piętno w postaci list „Ofiar Wojny” (Opfer des Krieges) i komunikatów o racjonowaniu żywności. Ostatnim redaktorem w latach II wojny światowej był Johannes Grüttner, który wraz z Felixem Triepelem starał się utrzymać ciągłość wydawniczą w obliczu narastającego kryzysu. Niestety, w wyniku walk o miasto w 1945 roku, blisko 70% zabudowy Wołowa legło w gruzach. Kamienica przy Siegesstraße 3 podzieliła los miasta - budynek przestał istnieć, a maszyny drukarskie na zawsze zamilkły. Choć mury zniknęły, pamięć o nich przetrwała dzięki powojennej działalności dawnych mieszkańców na emigracji, m.in. Richarda Juhnkego, których publikacje do dziś służą polskim historykom do odkrywania dziejów naszego regionu.